Korea Południowa

Kasia – Korea Południowa była naszym kolejnym przystankiem po Mongolii. Przeskok technologiczny dzielący oba kraje był piorunujący, a różnicę mogliśmy poczuć już w koreańskim samolocie.

Busan

Udało nam się zobaczyć jedynie Seul i Busan, jednak te dwa miasta wystarczyły, by nasze wrażenia z Korei były bardzo pozytywne. Kraj ten zasługuje na podziw przede wszystkim ze względu na ogromny postęp technologiczny, jakiego dokonał na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. W przeciągu ostatnich trzydziestu lat z biednego kraju przeistoczył się w jeden z najbardziej stechnicyzowany naród świata. Jednak tradycyjne wartości są tu ciągle żywe i praktykowane. Na kulturę koreańską miały (i tak naprawdę ciągle mają) ogromny wpływ Chiny oraz Japonia.

Seul

Korea Południowa jest przede wszystkim dobrze zorganizowana. Przykładem może być chociażby metro. Wagoniki pociągu zatrzymują się w dokładnie wyznaczonym miejscu. Na peronach zaznaczone są miejsca, w których otwierają się drzwi a przed nimi strzałki pokazujące, gdzie powinna ustawić się kolejka czekających na wejście do wagonika ludzi. Przed przyjazdem pociągu gra muzyczka, która oznacza, że pociag zaraz nadjedzie, a ludzie już dużo wcześniej ustawiają się w kolejce i w równiutkim rządku czekają na wejście do metra. My po raz pierwszy zetknęliśmy się z takim rozwiązaniem, aczkolwiek jest to standard na przykład w Japonii czy Taipei. I wiecie co? Nikt się nie przepycha, nie szturcha, nie goni, tylko czeka na swoją kolej grzecznie w kolejce. I wszystkim udaje się wejść do pociągu! W godzinach szczytu niektóre wagony przeznaczone są tylko dla kobiet lub z niektórych przedziałów w określonych godzinach mogą korzystać jedynie kobiety. W Korei puste miejsce siedzące w metrze nie może się marnować. Bardzo często gdy zwalniało się jakieś miejsce, momentalnie ktoś nas szturchał i pokazywał (a czasem aż niemal prawie przymuszał :P) żeby usiąść tam, gdzie się pokazuje. Odmowa nie była akceptowana. Najpierw sadzano mnie, a później Onura. Było to szalenie miłe, czasem zabawne a dla nas na pewno zaskakujące.

Metro w Seulu

Zarówno Seul jak i Busan bardzo nam się podobały, pomimo iż było piekielnie gorąco. Było tak gorąco, że rozważaliśmy nawet kupno mini przenośnego wentylatorka, z którego się podśmiewaliśmy na początku. Lipiec nie jest najlepszym miesiacem na zwiedzanie Korei ze względu na upał i wysoką wilgotność. Czasem powietrze było tak gęste, że aż nie można było oddychać. Najbardziej polecanym okresem jest wiosna, czyli okolice kwietnia i maja, kiedy wszystko pięknie kwtinie i pachnie. W lipcu również wszystko pachnie, w mieście jest sporo zasadzonych kwiatów oraz gdziegdzie są ciągle kwitnące drzewa. Pomimo upału i braku koszy na śmieci na ulicach w mieście nie ma żadnego brzydkiego zapachu ani tym bardziej brudu. Wszędzie jest czysto. Koreańczycy dużą wagę przykładają do segregacji śmieci i nikt niczego nie wyrzuca na ulicę.

Seul jest niezwykle prężną i nowoczesną metropolią. Miasto sprawia wrażenie nowego, pełno jest tu nowoczesnej architektury, szklanych wieżowców, jest też nowiutki skygarden a pomiędzy tym wszystkim mieszczą się małe uliczki z plątaniną kabli oraz małymi knajpkami i restauracjami. Niemalże witryna każdej restauracji posiada modele jedzenia w skali 1:1 (ta moda przyszła podobno z Japonii), co oczywiście pobudzało nasz apetyt nieustannie. Również były ona dla nas często zbawienne, bo jako laicy koreańskiego jedzenia, często nie mieliśmy pojęcia, jakie jedzenie kryje się pod konkretną nazwą.

Nasz pierwszy posiłek w Korei – prostu przepyszny! Kuchnia koreańska jest bardzo wyrazista, pikantna i bardzo nam przypadła do gustu.

Korea jest niezwykle bezpiecznym krajem. Nikt tu nikogo nie oszuka, nie okradnie. Przyzwyczajeni do tego, że w szczególności w zatłoczonych miejscach zawsze powinniśmy mieć oczy dookoła głowy i wystrzegać się kieszonkowców, siedzac w metrze patrzyliśmy tylko jak większość ludzi beztrosko stoi z otwartymi torebkami. Potfele i telefony na wierzchu, wszystko na widoku, jednak nikt się tym nie przejmuje. Jest bezpiecznie. Podobnie jest z płaceniem kartą, którą można się posługiwać praktycznie wszędzie. W Mongolii można było zapłacić jedynie karta visa, mastercard prawie nigdzie nie działała. Za to w Korei wszystko działało i, co było dla nas interesujace oraz znów lekko zaskakujace, podczas płatności pin nigdy nie był wymagany. Jedynie w niektórych transakcjach proszono nas o podpis. Maksimum zaufania na każdym kroku.

Bezpieczeństwo oraz minimalizowanie ryzyka jest prawdopodobnie ważne dla Koreańczyków (jednak mistrzostwo w tej kwestii osiągnęła Japonia, o czym mieliśmy się przekonać już całkiem niedługo). W Busan na plaży Gwangalli można było pływać aczkolwiek tylko do 18 (i ani minuty dłużej!). Bojami zaznaczona była granica, do której można było dopłynać (maksimum 10 metrów), a za nią znajdowało się pasmo, po którym poruszali się na motorówkach ratownicy strzagący kąpiacych się i nie pozwalający na przekraczenie wyznaczonej granicy pod żadnym pozorem! Niestety nie udało nam się dowiedzieć dlaczego tak jest, względy bezpieczeństwa. Chociaż nic nikomu nie mogło zagrażać, ponieważ było stosunkowo płytko nawet dalej od brzegu, a jedynym zagrożeniem mogły być w sumie te motorówki ratowników kursujace non stop w wyznaczonej strefie. Oczywiście po 18 nikt nie odważył się wejśc do wody dalej niż po kostki.

Plaża w Busan

Na plaży w Busan mogliśmy podziwiać nie tylko piękne widoki, most, schładzać się w przyjemnie orzeźwiającej wodzie. Musimy przyznać, że bardzo lubimy ogladać ludzi. Zatrzymać się na chwilę i z boku po prostu obserwować toczące się życie. Często śmiejemy się z Japończyków albo Chińczyków, że robią wszędzie masę zdjęć. Według nas Japończycy robia bardzo mało zdjęć. Jednak Koreańczycy to jest zupełnie inna historia. Czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy! Ten naród ma niesamowitą pasję do robienia zdjęć. Na plaży praktycznie KAŻDY coś fotografował, cykał i nie były to tylko takie zwykłe zdjęcia z ręki. Statywy małe i duże, tripody, selfsticki oraz wszystko czego fotograficzna dusza zapragnie. Jednak najważniejsza jest poza, odpowiednie ustawienie i oczywiście ogromna zabawa, wszyscy się niezwykle cieszyli ze zdjęć, ustawiali, próbowali, aranżowali. Obok nas było parę grup nastolatków i każda grupa pozowała na różne sposoby przez co najmniej pół godziny. Rekord należy chyba do dwóch dziewczyn, które fantastycznie się bawiły przy robieniu zdjęć przez co najmniej godzinę. My też nie byliśmy lepsi. Daliśmy się porwać tej fotograficznej gorączce i robiliśmy zdjęcia ludziom robiącym sobie zdjęcia. Było fantastycznie!

Sesja fotograficzna na plaży koreańskich nastolatek

Niekiedy zdawało nam się, że Koreańczycy dąża do pewnego ideału, chyba lubią posługiwać się znanymi schematami czy to w kwestii ubioru, organizacji czy wyglądu miasta. Nastolatkowie ubierają się bardzo podobnie do siebie, nikt się nie wyróżnia w znaczacy sposób w tłumu, wszyscy wygladaja podobnie. Mi osobiście bardzo podobały się stroje kobiece, które były bardzo proste, luźne, wygodne i jednocześnie wygladały klasycznie. Makijaż większości kobiet wygladał jakby był wyjęty z jednego szablonu. Naturalny, z bardzo leciutkimi cieniami na powiekach oraz czerwonymi ustami, gdzie barwnik był tak naprawdę tylko na środku.

Niekiedy fragmenty miasta wydawały nam się zbyt idealne aby były prawdziwe, przez co może odrobinę sztuczne, jakby wyjęte z jakiejś gry. Może postrzegaliśmy koreańskie przestrzenie za bardzo poprzez przez pryzmat naszych własnych doświadczeń z miast  polskich czy tureckich. Tak odebraliśmy w szczególności osiedle DongHuna, naszego hosta z Busan, w którym wszystkie drzewa wygladały niemal identycznie. W sercu Seulu od 1998 roku znajduje się zrekonstruowana wioska Namsangol Hanok w parku Namsangol. Wioska jest urokliwa ale jednak sztuczna. Mimo wszystko jest interesujacym przykładem dawnej architektury oraz z racji tego, że mieści się w parku w sercu tętniacego życiem miasta, jest pewnego rodzaju oazą spokoju i niezwykle przyjemnym miejscem na odpoczynek. Podobne odczucia mieliśmy w pałacu Gyeongbokgung, gdzie nie byliśmy w stanie odróżnić substancji oryginalnej od zrekonstruowanej.

Idealny pałac Gyeongbokgung w Seulu

Uwielbiamy bazary i wszelkie uliczne markety a w Seulu można znaleźć dzielnice z marketami spcjalizujacymi się konkretną kategorią. Jednak w żadnym stopniu nie przypominają one naszych marketów czy galerii handlowych. My odwiedziliśmy centrum elektroniczne Yongsan oraz tekstylne Dongdaemun. Można tu znaleźć dosłownie wszystko z danej dziedziny, od małej śrubki począwszy, zapomnianych gadżetów, a skończywszy na specjalnych nitkach czy naszywkach w Dongdaemun. Nie możemy zamnieć oczywiście o jedzeniu i odwiedzamy market Jungbu w Seulu z szuszonymi owocami morza oraz targ rybny w Busan.

Rybny bazar w Busan

Korea zaskoczyła nas bardzo pozytywnie, a w szczególności sami ludzie. Wszyscy byli bardzo sympatyczni a świadomość nie bycia oszukanym jest niezwykle przyjemna. Pomimo iż czasem wydawało nam się, że jest to naród mimo wszystko trochę zamknięty, to tu, w Korei, jak do tej pory przytrafiły nam się najmilsze doświadczenia związane z lokalnymi mieszkańcami. W metrze co jakiś czas, czy to w Seulu, czy w Busan, ktoś do nas zagadywał (najczęściej byli to starsi ludzie), by dowiedzieć się skąd przybywamy i czy może nam w czymś pomóc. Pomimo iż ich angielski ograniczał się do paru podstawowych pytań, było to bardzo przyjemne. Siedzące miejsce w metrze jest chyba na wagę złota (o czym wspominaliśmy parę paragrafów powyżej), ponieważ jak tylko zwalniało się jakieś miejsce, osoba siedzaca obok zawsze nas poklepywała i zapraszała do siedzenia albo ktoś pokazywał nam zwalniające się miejsce w oddali.

Co ciekawe, Koreańczycy bardzo lubią Turków – nazywają ich braćmi, a wszystko z powodu wojny koreańskiej w latach 50., podczas której Turcja okazała ogromne wsparcie Korei Południowej. Raz w jednej knajpce meliśmy śmieszną sytuację. Była pora lunchowa w biznesowej dzielnicy a miejscowy lokal był pełny, więc przysiedliśmy się do dwójki mężczyzn siedzących przy dużym stole. Chyba ich odrobinę zaintrygowaliśmy, ponieważ zaczęli z nami rozmawiać. Gdy usłyszeli, że Onur jest z Turcji, to oczywiście bardzo się ucieszyli. Gdy przyszło ich zamówione jedzenie, to w pewnym momencie zaczęli je dzielić na pół i dali nam część, żebyśmy mogli spróbować jak najwięcej koreańskich specjałów. My w podzięce podzieliliśmy się naszym jedzeniem i tak razem sobie przez chwilę razem ucztowaliśmy. Było to po prostu niesamowicie miło! Jakby tego było mało, to w Busan przytrafiło nam się coś bardziej zaskakujacego. Pewnego dnia jechaliśmy na spotkanie z naszym hostem i w którymś momencie przysiadł się do nas starszy pan. Wyjął swój notatnik oraz pióro. W pewej chwili szturchnął mnie i zaczał pokazywać na kartkę i coś mówić ale kompletnie nie zrozumiałam. Myślałam, że chce, żebym mu coś może napisała? Nie, on zaczał mówić ‚look, look’ pokazując jeden kierunek. Patrzył to na mnie, to na kartkę, coś szkicuje, a właściwie to mnie szkicuje! Tak po prostu. Wszystko trwało parę chwil, zaczęłam mu pokazywać, że mu już musimy wysiadać, byłam w sumie tym wszystkim oszołomiona i podekscytowana, ponieważ czegoś takiego komletnie się nie spodziewałam! Gdy zbieraliśmy się do wyjścia, on wyrwał kartkę, podał mi ją i się po prostu uśmiechnął.

Pan w metrze machnał parę razy piórem i mój portret był gotowy!

GALERIA

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here