Do Rygi przyjechaliśmy późnym popołudniem i czekaliśmy pod dworcem głównym na naszego hosta, Kristapsa, który miał nas stamtąd odebrać. Dostaliśmy do niego kontakt od mojej znajomej z uczelni, Kasi. Mieliśmy szczęście, ponieważ Kristaps z chęcia zgodził się nas przygarnać a ponadto okazał się niezwykle interesujacym i przesympatycznym człowiekiem. Dojście do mieszkania zajęło nam tylko parę minut, trafiła nam się miejscówka w samym centrum, tuż przy dworcu. Po paru minutach rozmowy Kristaps wręczył nam klucze do mieszkania i oznajmił, że tej nocy nas opuszcza i wyjeżdża na wakację do Grecji, więc mamy cały pokój dla siebie. Byliśmy lekko zaskoczeni, ponieważ myśleliśmy, że spędzimy wspólnie trochę więcej czasu. Przegadaliśm cały wieczór. Nasza rozmowa była niezapomniana ponieważ zgłębialiśmy ulubiony temat naszego nowego kompana związany z teorią o płaskiej ziemi. Zdecydowanie jedna z bardziej pasjonujacych dyskusji jakie udało nam się odbyć! Mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś uda nam się na ten temat podyskutować : )

Widok na rzekę Dźwinę

Podczas naszego pobytu praktycznie cały czas się mijaliśmy ze współlokatorkami Kristapsa, więc odkrywaliśmy Rygę na własna rękę. Ryga ma bardzo przyjemną i klimatyczną starówkę, po której porozrzucana jest masa malutkich kawiarni, więc dla mnie, miłośniczki kawy był to po prostu raj na ziemi. I co najważniejsze – kawa była tania (ceny wahały się od 1-2 euro za dobrą przyzwoitą dużą czarną!) i smaczna. Może dlatego miasto przypadło nam tak bardzo do gustu. Jednak za porządny posiłek trzeba było się niekiedy wykosztować. Stare Miasto w całości wpisane jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Można podziwiać tu przekrój architektury od czasów średniowiecza aż do nowożytności. Miasto ma w sobie pewien urok i wdzięk. Oprócz kawiarni, jest tu sporo barów oraz restauracji. Ryga zdecydowanie nie pozwalała nam się nudzić. Pomimo iż planowaliśmy spędzić w stolicy Łotwy tylko parę dni, przedłużyliśmy nasz pobyt do tygodnia. Również nie mogliśmy znaleźć żadnego lokum na najbliższe dni w Tallinie ani Helsinkach, więc spokojnie rozkoszowaliśmy się pobytem w Rydze.

Piękne Stare Miasto w Rydze

Przy starym mieście znajduje się Park Bestejkalna, przez który przebiega kanał, na środku którego znajdują się fontanny. Kanał wprawdzie nie jest długi ale można wynająć łódkę by sobie po nim trochę popływać. Park bardzo nam przypadł do gustu i spędzaliśmy w nim sporo czasu. Idealne miejsce na odpoczynek, piknik lub po prostu podziwianie miasta z boku. Czy to z powodu parku, czy rozleniwionej atmosfery Starówki, a może z powodu nadchodzących wakacji, miasto wydawało nam się bardzo spokojne, ludzie nie biegali w dzikim pędzie, Łotysze wydawali się dosyć zrelaksowani. Po zachodniej stronie rzeki Dźwiny (łot. Daugava) jest też parę dużych parków oraz malutka plaża przy moście Vanšu z cudownym widokiem na panoramę Starego Miasta. Dla prawdziwych plażowych koneserów (w szczególności miłośników Bałtyku) okolice Rygi mają do zaoferowania piękne piaszczyste nadbałtyckie plaże, które oddalone są od stolicy około 30 km. Jurmala ciągnie się wzdłuż wybrzeża przez dobre parenaście kilometrów i nazywana jest również Bałtycką Rivierą. Można się tam dostać bardzo łatwo pociągiem. My wybraliśmy jako przystanek docelowy Majori, a podróż w jedną stronę trwała około pół godziny. Niestety jak to bywa nad Bałtykiem, potrzeba wiele szczęścia, żeby trafić na piękną słoneczną pogodę. My załapaliśmy się na odrobinkę słońca, chmury, a ostatecznie pożegnał nas rzęsisty deszcz. Jednak udało nam się podziwiać nie tylko piękno morza ale również azjatyckich turystów, którzy z zapartym tchem ganiali się z mewami, skakali i robili sobie z nimi zdjęcia. Mało tego, znaleźliśmy małego bursztyna!

Jurmala

W Rydze poza Łotyszami mieszka wielu Rosjan, stanowią oni połowę społeczeństwa. Przed przyjazdem do Rygi wiedzieliśmy już, że jest tam sporo Rosjan ale nie spodziewaliśmy się, że język rosyjski jest równie popularny co łotewski a czasem nawet bardziej słyszalny na ulicach niż rodzimy język Łotwy. Wszyscy mówią tu biegle po rosyjsku, nawet menu w restauracjach jest po rosyjsku. Na początku trochę dziwnie – Łotwa a jednak wszystko jest po rosyjsku. Jak wiadomo, Łotwa była częścią ZSRR a po II Wojnie Światowej masowo zaczęli osiedlać się tu Rosjanie i tak już zostało. Klimat dawnych lat jest chyba najbardziej nieśmiertelny w okolicach Dworca Centralnego, który w porównaniu z dopieszczoną Starówką wydaje się jak z innej bajki. Za stacją mieści się wielki rosyjki bazar, który niektórym może przypominać klimaty warszawskiego Stadionu Dziesięciolecia. Rozgardiasz, harmider, taka mini-Rosja po prostu. Widniejący w oddali budynek Akademii Nauk Łotwy (dar Związku Radzieckiego), który na pierwszy rzut oka chcąc nie chcąc przypomina nasz Pałac Kultury, dopełnia w szczególny sposób ten dzwiny ale interesujący obraz.

Bazarek przy Dworcu Centralnym

Piątek 9-go lipca okazał się dla nas dniem pełnym atrakcji, a to z powodu licznych ceremonii ślubnych na mieście. W miejskich parkach było wiele młodych par biorących udział w sesjach zdjęciowych, jednak dla nas najciekawszym wydarzeniem był ślub prawosławny, na którym znaleźliśmy się przez przypadek zwiedzając cerkwię. To wszystko tak nas zafascynowało i się spodobało, że postanowiliśmy obejrzeć całą ceremonię. Zarówno dla mnie jak i Onura ślub w obrządku prawosławnym był czymś zupełnie nowym i niesamowitym! Na samym początku, gdy młodzi wchodzą do cerkwi następuje ceremonia zaręczyn, podczas której odmawiają oni formułę zaręczyn oraz wymieniają się obrączkami. Nastepnie prowadzeni są przez duchownego na środek cerkwi i stają na białym płótnie. Odmawiane są modlitwy, formuły a za chwilę następuje akt zaślubin, podczas których młoda para wypowiada przysięgi a na ich głowy nakładane są złote korony – jednank nie pozostają one cały czas na ich głowach, a są trzymane nad nimi przez świadków niemalże do końca ceremonii. Czytane są fragmenty Ewangelii oraz odmawiane modlitwy. Następnie młodzi piją wino z kielicha, który podaje im kapłan. Później ich dłonie przeplatane są białą chustą i okrążają razem z batiuszką stół modlitewny. Podczas tych wszystkich czynności świadkowie cały czas trzymają korony nad głowami panny i pana młodego. Nie było to łatwe zadanie, druhna musiała się mocno nagimnastykować, żeby utrzymać tę koronę. Na koniec duchowny rozwiązuje przewiązane ręce młodej pary oraz zdejmuje korony (zdecydowana ulga na twarzy druhny ;)) a świeżo poślubieni dostają błogosławieństwo. Ślub nie odbywa się podczas mszy tak jak w kościele katolickim i trwa około godziny. Jak dla nas było magicznie. Tego samego dnia miało miejsce również zakończenie roku szkolnego.

W Rydze po raz pierwszy udało nam się wziąć udział w Sofar Sounds! Songs from a Room, zwane potocznie jako Sofar, są to małe gigi muzyczne (najczęsciej bezpłatne) organizowane w miastach na całym świecie. Główną ideą takiego mini koncertu jest intymna atmosfera, bardzo ograniczona ilość gości, którzy skupieni są tylko i wyłącznie na muzyce. Miejsce oraz artyści nie są podawani wcześniej, po szczęśliwym zakwalifikowaniu się na występ, uczestnicy otrzymują na maila informację, gdzie odbędzie się koncert. Najczęsciej są to małe bary, kawiarnie, sklepy ale także i prywatne mieszkania. Muzyka jest zawsze niespodzianką, ale zawsze można liczyć na kawałek porządnej muzyki na żywo. I tak oto w ten sposób mogliśmy poznać bliżej muzyczną alternatywną stronę Rygi. Wcześniej próbowaliśmy szczęścia w Warszawie, udało nam się dostać zaproszenie na koncerty w Krakowie oraz Toruniu, jednak za pierwszym razem za późno otrzymaliśmy informację, a za drugim razem już prawie byliśmy w drodze, ale popsuł nam się samochód… Jednak jak widać zawsze warto próbować! Koncerty swoją drogą bardzo gorąco polecamy.

Uliczka na Starówce w Rydze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here