W Finlandii byliśmy aż 3 dni. Najpierw w Helsinkach, później w malutkiej miejscowości Kotka. Cóż, nie zapałaliśmy do siebie gorącą miłością, nawet o małym zauroczeniu nie było niestety mowy. Pierwotnie w Finlandii planowaliśmy być prawie tydzień. Jednak gdy zaczęliśmy szukać noclegu będąc jeszcze w Rydze i gdy zetknęliśmy się z fińskimi cenami, chcieliśmy ograniczyć nasz pobyt do minimum. Finlandii nie mogliśmy przeskoczyć ponieważ stamtąd mieliśmy dostać się do Rosji, do której mogliśmy wjechać dopiero 15 czerwca (zgodnie z naszymi wizami). Tak naprawdę to połowę czasu w Rydze spędziliśmy na poszukiwaniu noclegu w Tallinie i Finlandii… Zaczynaliśmy odrobinę panikować, ponieważ nawet te 3 dni w fińskim hostelu były niestety poza naszym zasięgiem. Nie udało nam się znaleźć żadnego hosta w stolicy, więc w akcie desperacji zaczęliśmy wysyłać prośby o nocleg do ludzi z mniejszych miejscowości znajdujących się pomiędzy Helsinkami a Rosją. Wyczekiwana odpowiedź przyszła z Kotka od Kimmo!

Hel(l)sinki?

Finlandio nadciągamy! Rano wsiadamy na prom płynący z Tallina do Helsinek i po 2 godzinach jesteśmy na miejscu. Nie tylko ceny nas tu nie rozpieszczają, pogoda również. Jest mgliście, deszczowo i wietrznie, co nawet ma swój urok i nadaje pewnego magicznego klimatu temu miastu.

Widok na ulicę Aleksanterinkatu

Po zameldowaniu się w hostelu wyruszamy do centrum zatopionego w mlecznej mgle. Deszcz siąpi a my zmierzamy pod Katedrę Tuomiokirkko. Po drodze wstępujemy do XIX-wiecznych hal targowych Vanha Kauppahalli. Można tu znaleźć produkty bio, owoce morza i wyszukane smakołyki. Wszystko wygląda pysznie, jednak zdecydowanie nie na naszą kieszeń.
Docieramy na miejsce. Możemy zobaczyć śnieżnobiały kościół otoczony śnieżnobiałą mgłą, czyli wszędzie jest biało. Sam kościół znajduje się na wzniesieniu, więc ten stan rzeczy tylko potęguje całą mglistą sytuację. Tuż obok niego mieści się wykonany z czerwonej cegły Sobór Uspieński.

Katedra Tuomiokirkko pod osłoną mgły

Katedra Tuomiokirkko dosłownie rośnie w oczach gdy się do niej zbliżamy. Jest ogromna, wydaje się przeskalowana, a nawet przytłaczająca. Tuż u jej stóp, na Placu Senackim stoją w rzędach kolorowe foki! Jak się później dowiedzieliśmy ta wystawa ma zwrócić uwagę na konieczność ochrony życia w Morzu Bałtyckim. Ciekawa inicjatywa. Kolorowe foki pomalowane były w przeróżne wzory, niektóre były kwietnymi fokami, inne fokami kościotrupami, a jeszcze inne prezentowały się jako foki-gepardy. Foki zajmowały tylko niewielki skrawek tego przeogromnego placu. Resztę wypełniała mgła. Niestety nawet te kolorowe psychodeliczne stworzonka nie były wstanie rozweselić Helsinek tego dnia.
Pomimo tej jesiennej pogody w środku czerwca postanowiliśmy nie tracić ducha i chcieliśmy zobaczyć chociaż skrawek morza. Miasto jest niesamowicie spokojne. Najprawdopodobniej z powodu pogody nie ma tu praktycznie żywego ducha. Wierzymy, że gdy świeci słońce baseny Allas Sea Pool wypełniają się tłumami, a ludzie delektują się wyśmienitą pogoda. Widzimy to wszystko oczami wyobraźni :]

Takie tam pod Katedrą Tuomiokirkko : )

Parkiem Espalnadi przemieszczamy się w stronę dworca. Jest tu troche więcej życia, w alejce odbywa się nawet concert. Park jest niezwykle prosty, właściwie jak całe miasto, oparty na ortogonalnej siatce. Warto przestudiować mapę Helsinek. Niesamowita prostota urbanistyczna. W tym mieście praktycznie nie można się zgubić, większość ulic biegnie prosto pod kątem prostym. Wszystko jest tu niezwykle logiczne i proste.

Jeśli rozmiar portfela pozwoli, przy Dworcu Centralnym można wybrać się na zakupy – mieści się tu wiele sklepów i centrów handlowych. Ja bardzo chcę się wybrać na poszukiwanie Muminków. Moja skłębiona pamięć wszystko pokręciła, ponieważ byłam przekonana, że tu, w Helsinkach, znajduje się muminkowa kawiarnia. Oczywiście żadnej takiej kawiarni nie mogliśmy znaleźć (za to później znaleźliśmy ją w Seulu, hehe…). Biegaliśmy tylko w kółko jak opętani. Czy komuś z Was udało się znaleźć taka muminkową kawiarnię w Helsinkach? Co ciekawe, w Turcji nikt nie zna muminków! Żadnej buki ani hatifnatów w dzieciństwie. Onur kompletnie nie wiedział o co chodzi z tymi całymi hipopotamami. Niestety nie podzielał mojej muminkowej pasji, ale dzielnie mi towarzyszył w poszukiwaniach.

Tata Muminka odnaleziony w Kotce

W Helsinkach warto wybrać się do Kościoła Temppeliaukio, Skalnego Kościoła. Jest to prawdopodobnie jeden z najbardziej interesujących i najbardziej rozpoznawalnych obiektów w Helsinkach. Powstał w latach 60. a jego budowa trwała aż 9 lat. Piękne przeistoczenie skalnej przestrzeni w świątynię. Niestety wstęp do wnętrza kościoła jest płatny. Ponieważ w tamtym momencie wydawało mi się to absurdalne z racji tego, że do większości obiektów sakralnych w Europie nie płaci się za wstęp. A tu trzeba. Chcę się pomodlić i muszę zapłacić. Nie podobała mi się wtedy ta sytuacja, więc postanowiłam nie płacić (wstęp 3€ od osoby). Z perspektywy czasu trochę żałuję, bo teraz mimo wszystko zdecydowałabym inaczej. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się zobaczyć to wnętrze.

W Helsinkach znaleźliśmy też atrakcje niepłatne. Warto wybrać się do Päivälehden Museo, czyli Muzeum Dziennikarstwa. Ta przypadkowa wizyta okazała się niezwykle przyjemna. Jeśli ktoś interesuje się historią prasy, wielkoformatowym drukowaniem, fotografią czy szeroko rozumianym dziennikarstwem, to gorąco zapraszamy, bo naprawdę warto.

Päivälehden Museo

Kotka

W Finlandii jest takie małe miasto o wdzięcznej nazwie Kotka. Wysiedliśmy z autobusu wczesnym popołudniem. Mieliśmy trochę czasu do spotkania z Kimmo, więc wybraliśmy się na piechotę do jego mieszkania. Jak się okazało mieszkał on na obrzeżach Kotki, niedaleko lasu i rzeki. Bardzo malowniczo ale Kimmo narzekał, że strasznie nudno i jak tylko może to próbuje sie wyrwać z tego miejsca. Jest drogo i tak naprawdę nie chce mieszkać w Finlandii. Kimmo jest interesującą osobą. Nawet nie spodziewaliśmy się, że przygarnie nas wyznawca Potwora Latającego Spaghetti! Czy to przez nudę czy samotność w Finlandii (pomimo niebotycznych cen alkoholu) masa ludzi ma problem z alkoholem o czy nie mieszkał wspomnieć nasz host. Nasz wieczór spędziliśmy na rozmowach o polityce oraz samej Finalndii jako takiej (wiecie, że renifery na północy Finlandii są niemalże plagą i często przechadzają się radośnie po drogach lub po prostu je tarasują, co strasznie denerwuje kierowców…? może następnym razem uda nam się być świadkiem takiej sytuacji =] ).

Ot, główna ulica w Kotce

Kimmo miał rację. Jest tu bardzo spokojnie i nie ma zbyt wiele do roboty. Miasto jest jakby uśpione. Niesamowicie powolne. Pomimo słońca, które w końcu nas odwiedziło w tej mglistej Finlandii, nie jest wcale tak ciepło. Nie wiem czy ktokolwiek planuje odwiedzenie tego miasteczka, ale warto się tu wybrać nad przystań w okolicy Sapokan Vesipuist.

Sapokan Vesipuist

Pogoda zaszalała i do końca dnia świeciło słońce! Z nadbrzeża Parku Katariina rozciąga się piękna panorama na okoliczne wysepki oraz Zatokę Fińską. Tu spotkaliśmy się z Kimmo. Pokazał nam swoje ulubione miejsce, które nazywa Wasted Lands. Okazało się, że jest to dawna nieczynna fabryka wapna z przeogromnymi pustymi silosami. Jak dla nas było to najbardziej fascynujące miejsce w Finlandii! Kimmo bardzo lubi to miejsce. W silosach odbywają się co jakiś czasu undergroundowe imprezy. Klimat podobno jest niesamowity, w co nie wątpimy. Spędzamy tu trochę czasu.

„Wasted Lands” w Kotka
Razem z naszym hostem Kimmo w Parku Katariina

Następnego dnia busem jedziemy na wschód. Rosja na nas czeka a my na nią…

GALERIA

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here